Drewniane meble – marzenie z dzieciństwa

Byłam ostatnio ze średnią na zakupach w jednej z sieciówek. Pech chciał, że idąc między koszami z różnościami, które zazwyczaj nie są nam potrzebne, a mimo to je kupujemy, Średnia chwyciła kartonik dość dużych rozmiarów i oczy jej zaczęły się świecić jak dwie żarówki…

Mamo proszę kup mi 

drewniane mebelki dla dzieciGdy zobaczyłam jej wzrok skupiony na mojej osobie i wielkość pudła, które trzymała w swoich małych rączkach, aż chwyciłam się za kieszeń z portfelem. „O nie… Będzie próbowała mnie przekupić. Tym razem się nie dam.” Czas jakby stanął w miejscu, w sklepie zrobiło się jakby pusto… Nie mogłam dłużej udawać, że nie widzę jej oczu pełnych żądzy posiadania tego, co kryło się w kartonowym pudle. Tego, co miało jeszcze tylko przez chwilkę być ukryte przede mną. Wreszcie jej małe nóżki zaczęły wędrować w moją stronę. Krok po roku zbliżała się do mnie z uśmiechem promiennym, niewinnym, aczkolwiek niepewnym. Postanowiłam ją ubiec i powiedziałam, że przyszłyśmy tu tylko po chleb, wędlinę i jogurty. Jednak gdy zobaczyłam jej minę, kazałam jej pokazać, co też znalazła. Odwróciła różowy karton w moją stronę i zobaczyłam meble. Małe drewniane mebelki dla dzieci. A raczej dla lalek. Nie spodziewałam się czegoś takiego w markecie. Wyjątkowo ładnie były wykonane. Chyba ręcznie malowane. Z pewnością nie była to masówka, a starannie wykonane mebelki. Nie jestem pewna, czy mam tyle przy sobie, by je kupić. Musiałyśmy sprawdzić, ile one kosztują. Wzięłam średnią pod pachę i poszłyśmy do czytnika sprawdzić cenę. „Może, jeśli nie będą aż tak drogie, to je kupimy?” Niebezpieczna myśl zalęgła mi się w głowie. Muszę się opanować. Nie mogę kupować dzieciom wszystkiego czego zapragną tylko dlatego, że gdy byłam w ich wieku sama chciałam takie rzeczy mieć. Małe, śliczne, ręcznie malowane, drewniane mebelki dla dzieci. No to nie jest powód, dla którego miałabym to kupować. W dodatku dziś. Średnia stanęła przed czytnikiem, Pokazała kod kreskowy tajemniczemu laserowi i…. Buch! Czytnik wypowiedział magiczna cenę. Nie tak wysoką jak się spodziewałam. Córka znowu zaczęła prosić, abyśmy kupili te cudeńka. Niestety, musiałam jej odmówić. Dziś ich nie weźmiemy. Powiedziałam, jednak miałam już plan… Kazałam je odłożyć i powiedziałam, że następnym razem jak tu przyjdziemy, będzie mogła je wziąć. Oczy tej małej delikatnie przygasły, ale po chwili pojawiła się w nich iskierka nadziei. W przypływie tej nadziei powiedziała, że będzie zmywała naczynia przez tydzień, jeśli kupię jej meble. Powiedziała to chyba szybciej niż pomyślała. Zaczęłam się śmiać i odpowiedziałam, że trzymam za słowo. Ale nie dziś. Udałyśmy się w stronę kasy. 

Prawda jest taka, że właśnie dziś. Gdy pakowałyśmy auto, powiedziałam, że zapomniałam ulubionego jogurtu Najmłodszego. Poprosiłam Średnia, żeby wsiadła do auta i poczekała. O jogurcie oczywiście pamiętałam. Tak jak o imieninach, które Średnia będzie miała za dwa dni. Mam tylko nadzieję, że będzie zmywała tak, jak obiecała.